O obgadywaniu

Skąd przychodzi do mnie przyjemność mówienia o kimś podczas jego fizycznej nieobecności? To niepraktyczne. Mało pożyteczne. Jak pozdrowienia w radiu, których adresat nie usłyszał.

Ktoś zostaje w moich myślach, a ja go międlę, przerzucam na drugą stronę, obrzucam tłustymi kawałkami mięsa, ćwiartuję, starając się robić to jak najbardziej humanitarnie.

O ile pamiętam, obgadywanie zaczęłam praktykować stosunkowo wcześnie, zwierzając się mamie z podłości jednej z moich koleżanek wczesnoszkolnych. Nazywała się Kinga i lubiła przemoc słowną. Ona psuła mi krew w ciągu dnia, a ja spuszczałam ją w kuchni, w swoim domu. Taki miałyśmy układ. Niepisany.

„Ludzie bowiem z ich osądem zatrzymują się zwykle na tym, co zewnętrzne, podczas gdy Bóg patrzy na to, co w środku. Jakież zło czynią słowa, które są spowodowane uczuciami zazdrości i zawiści! Mówić źle o bracie, gdy jest nieobecny, jest równoznaczne przedstawieniu go w złym świetle, szkodzeniu jego reputacji i pozostawieniu go na łaskę i niełaskę plotek”*.

To prawda. Zazdrościłam Kindze wszystkiego. Szujowatej natury. Wolności. Wielkiego domu z niedozorowanym dostępem do komputera. Żółwia. Możliwości słuchania Eminema.

Być może to tylko moja fantazja, ale niewykluczone, że Kinga też mi czegoś zazdrościła. Taty. Rodzeństwa. Nieskrępowanej wyobraźni. Głośnego śmiechu. Talentu. Dziadka odwożącego mnie do szkoły niebieskim trabantem.

„Nie sądzić i nie potępiać znaczy również, pozytywnie rzecz ujmując, umieć dostrzec dobro, które jest w każdej osobie i nie pozwolić na to, aby cierpiała ona z powodu naszego częściowego osądzenia i naszej zarozumiałej znajomości wszystkiego. Ale to nie jest jeszcze wystarczające do wyrażenia miłosierdzia. Jezus wzywa również do przebaczania i do dawania. Mamy być narzędziami miłosierdzia, ponieważ pierwsi otrzymaliśmy je od Boga. Mamy być szczodrzy dla wszystkich, wiedząc, że również Bóg wielkodusznie udziela nam swojej dobroci”*.

Osądzam tego lub tamtego, ponieważ ma inną obudowę, prowokuje mnie do ciągłego rozszerzania mojego wystraszonego serca. Nie dalej jak wczoraj, znowu wypowiedziałam się na temat trudnych do zaakceptowania przeze mnie praktyk pewnej osoby. Nie podałam personaliów, ale i tak odczułam, że szukanie sprawiedliwości w świecie przedstawionym, zacieśnia moje życie jak dwie zbliżające się do siebie ściany.

Ludzie bywają straszni. To prawda. Ale co z tego? Nieraz mnie przerażają, ale czy nie przypisuję im zbyt wielkiej siły? Obgaduję, ponieważ jestem zbyt słaba na to, aby przyjąć, a czasem po prostu na to, aby odpuścić i przebaczyć. Aby po zobaczeniu różnicy, odesłać ją pierwszym pociągiem do Nieba. Każdy człowiek ściągnięty do ziemi wydaje się nieciekawy. Każdy człowiek oddany Bogu staje się kimś pięknym. I to nie sprawka różowych okularów czy chorobliwego optymizmu.

To mój wybór. Rozwalić wewnętrzne Koloseum. Nie robić z życia teatru. Nie rozpisywać roli. Nie dzielić świata na miliard części.

*fragmenty Bulii Misericordiae Vultus Papieża Franciszka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s