Musicie od siebie wymagać

Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny…

Ostatnio graliśmy ze znajomymi w grę Magia i Miecz. Pamiętam, że pierwszy raz grałam w nią bardzo dawno temu z moim starszym bratem i jego kolegą. Miałam wtedy jakieś 12 lat i bardzo cieszyłam się, że dopuścili mnie – małolatę – do tak poważnej gry. Gra zaczyna się od tego, że każdy uczestnik wybiera pewną postać, którą będzie. Później dostaje punkty życia, siły i mocy a w czasie gry gromadzi różne przedmioty i przyjaciół i tak z tym wszystkim wędruje przez planszę pełną zaskakujących sytuacji zawartych na kartach przygód. I podczas tej ostatniej rozgrywki była taka sytuacja, że na karcie przygód, którą wyciągnął jeden z graczy był wróg, z którym jego postać musiała stoczyć walkę. Walka polega na tym, że rzuca się kośćmi i kto wyrzuci więcej wygrywa. Wróg był słaby. Miał zaledwie 2 punkty siły. Generalnie po rzucie kostką szanse na wygraną były całkiem spore. Gracz miał jednak dodatkową kartę, dzięki której mógł przywołać feniksa, żeby pomógł mu w tej walce. Nie wiem na czym to polega dokładnie w grze – ale feniks to postać bardzo silna i jego użycie w zderzeniu z tak błahym przeciwnikiem wydaje się śmieszne.

Wtedy mnie olśniło.

Ja tak mam w życiu. To jest dokładnie to. Mam swojego wroga – to coś z czym walczę w sobie, jakiś grzech, trudna sytuacja. Ale myślę sobie: Eeee to jest za małe żeby pójść z tym do spowiedzi czy pogadać z księdzem. Ludzie mają takie problemy na serio, a ja to tam… W sumie to nic się takiego nie dzieje. Co ja znowu wymyślam. Ostatnio na takie gadanie usłyszałam: To, że problem jest mały nie znaczy, że nie jest problemem. Kiedy idzie się na wyprawę to właśnie te najmniejsze kamyki w bucie najbardziej uwierają i nie pozwalają swobodnie iść.

Kiedyś widziałam taki filmik, gdzie ktoś pytał przechodniów o Boga, o to czy kiedyś im pomógł. I padła tam odpowiedź: Ja nie mam takich problemów, żeby aż Pan Bóg musiał mi pomagać. Serio? To czyni z Boga trochę takiego superbohatera, który jest wzywany w nagłych przypadkach. Ale tak na co dzień lepiej nie zawracać Mu głowy. Myślę, że jednak Pan Bóg chce żebyśmy Mu tę głowę zawracali. Nieustannie. To staram się praktykować.

Często jest też tak, że te drobiazgi i małe rzeczy są objawem czegoś większego. To są tylko symptomy. Bardzo lubię w Housie ten moment, kiedy wszyscy siedzą w pokoju, na tablicy mają wypisane różne objawy jakie przejawia pacjent i główkują nad tym jaka choroba za tym stoi. Czasem się mylą i podają złe leki. Wtedy wracają i szukają jeszcze raz. I w tym jest rzecz. Szukać, badać, poznawać. A ostatnio się przekonuję, że nie mogę szukać bez Niego, bo to On ma odpowiedzi. Czasem nawet zanim zdążę zadać pytanie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s