#KoniecDrogi

Umarł. A ja tam byłam.

Wydałam Go za 30 srebrników chwilowej przyjemności grzechu, świętego spokoju od problemów świata, znajomych i rodziny, rezygnacji z modlitwy na rzecz ‚ciekawszych i bardziej efektywnych’ czynności…

Zaparłam się Go nie przyznając się do mojej wiary, nie broniąc Kościoła, nie mówiąc, jak wiele rzeczy działa w moim życiu, jak jest dla mnie ważny i jak bardzo Go potrzebuję, jak mnie uzdrawiał, jak mnie podnosił z upadków, jak czynił małe wielkie cuda w moim życiu, jak dawał nadzieję, jak uczył miłości…

Biczowałam Go krzywdzącym słowem powiedzianym bliskim i dalekim, zdaniami rzucanymi bezmyślnie w kłótniach, lekceważniem potrzebujących, unikaniem bezdomnych, nie bronieniem słabszych, niechęcią i pogardą wobec drugiego człowieka i brakiem akceptacji samej siebie…

Naśmiewałam się z Niego nie wierząc, że potrafi zmienić moje życie i odpowiedzieć na moje modlitwy, myśląc, że jest gdzieś daleko i zupełnie Go nie obchodzę, porównując się i osądzając drugiego człowieka…

Krzyczałam, żeby Go ukrzyżowali nie przebaczając win drugiemu człowiekowi, nie dając uleczyć ran, nie mając litości i cierpliwości do samej siebie…

Przybiłam Go do krzyża własnymi rękami – pychą, miłością własną, egoizmem, brakiem miłości do drugiego człowieka…

To ja byłam na Golgocie – to nie grzech anonimowego tłumu, ale konkretnie mój ukrzyżował Jezusa. On wiedział, że to ja Go osądzam i krzywdzę, zdradzam i się Go wyrzekam. Umarł za mnie, bo tego chciał i nie odpowiedział grzechem na mój grzech. Przyjął cierpienie i śmierć świadomie i dobrowolnie, bo tak bardzo mnie kochał. Ale Wielki Piątek to nie koniec drogi – tu nie chodzi o ciągłe biczowanie samej siebie, wyrzucanie sobie grzechów, czy o frustrację, bo znowu mi coś w życiu nie wyszło – tu znów skupiam się tylko na sobie.

Trzeba czekać i przeżyć Zmartwychwstanie – Jezus przyjął śmierć, bo wiedział, że jest w niej Bóg, bo wierzył, że ta śmierć nie jest końcem drogi, a po niej jest dalsza część życia. Tu chodzi o Zmartwychwstanie – to Tu jest życie! W Zmartwychwstaniu jest nadzieja na to, że moja pycha i mój grzech nie będą miały nade mną władzy, bo poprzez zmartwychwstanie Chrystus ma nad nimi władzę. Zmartwychwstały Jezus skruszył więzy śmierci i otrzymał władzę, dzięki której wyprowadza mnie z niewoli grzechu. To nie dzięki swoim zasadom unikania grzechu, ale dzięki łasce Zmartwychwstałego mogę powstawać po raz kolejny, wyzbywać się miłości własnej, uczyć się miłości do drugiego człowieka…

Wielki Piątek przypomina mi o moim grzechu, o cierpieniu, jakie zadałam Jezusowi i śmierci, jaką za mnie poniósł. Ale to nie jest koniec drogi – to dzięki zmartwychwstaniu Jezus daje mi nowe życie. Dziś, w Wielką Sobotę, chcę więc czuwać przy grobie świadoma swojej grzeszności, ale też wiedząc, że mój Zbawiciel powstał z martwych, bym ja mogła mieć życie wieczne.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s