Duchowa pustynia

Są czasem takie momenty, że modlisz się i nic. Coś, jakby Bóg nie działał. Prosisz Go i nic. Sucho w sercu. Nic się nie dzieje. Śmierć duchowa. Nie ma reakcji z góry. Modlę się, jednak w sercu nie poprawia się. Jest mi źle. Wyczekuję poprawy i zero efektu.

Poczuj że żyjesz

To nie koniecznie jest tak, że On nie działa. Bardziej jest tak, że ja mam w sobie zamknięcie i dziwię się, że On nie wchodzi do mej duszy. Coraz bardziej przekonuję się, że nie wystarczy prosić, trzeba się przede wszystkim otwierać. Otworzyć się, zejść do siebie samego, poczuć siebie. Poczuć swoje serce.
Poczuć grunt pod nogami? Może najpierw odetkać swoje serce? Jak? Czym?

Odciąć się

Pobyć samemu ze sobą z większą uwagą. Ze świadomością, że On tu teraz jest, jest przy mnie. Patrzy na mnie. Chce przyjść do mnie. Chce być ze mną. Ale ja mam powrócić do siebie, posłuchać swojego serca. Co mój organizm mówi mi o mnie? Co bicie mojego serca mówi mi o mnie? Gdzie ja teraz jestem?

Wyciszenie

Muzyka stanowi dobre ukojenie. Pozwala się wewnętrznie skupić. Muzyka to klucz do niejednego serca. Ale dalej potrzebna jest cisza i spokój. Bo On chce przychodzić. On chce działać.
W wyciszeniu pomaga spacer i samotność. Poczuć bardziej siebie. Zobaczyć, jaką ziemią jestem. Człowiek często jest emocjonalnie rozbiegany. Serce nie nadąża. Ciągle coś trzeba. Ciągle coś próbuje się uchwycić. Szczęście, które próbuję uchwycić. Trzeba się gdzieś w tym wszystkim trochę zatrzymać.

Niebo

Kiedy ostatni raz popatrzyłem tak po prostu może z jakimś zdumieniem w niebo? Tak po prostu.
Niebo – rzeczywistość wolności od tego co na ziemi. Popatrzeć na ziemię z perspektywy nieba.
To wszystko ze świadomością, że On tutaj jest i chce mnie prawdziwego. Chce mojego oddechu. Chce mnie prawdziwego z tym wszystkim, co jest we mnie. Z moimi wkurzeniami, z moim gniewem, z moimi frustracjami, że czegoś mnie potrafię, że coś znowu spartoliłem. Chce mnie z moimi tęsknotami. Chce mnie!  Z tym wszystkim, co w sobie noszę.

Respiracja.

Przywrócenie oddechu. Na nowo powrót do życia. Można żyć, ganiać za wszystkim i nie być w tym wszystkim wolnym. Można być uciemiężonym swoimi pragnieniami wybiegającymi w przyszłość. Można ciągle za czymś pędzić i mieć poczucie nieuchwytności. Można mieć poczucie szczęścia, którego nie da się uchwycić. Wieczny problem w ciągłym marzycielstwie, w wybieganiu i tęsknocie za tym, co wyobrażeniowe, a nie bycie w tym co tu i teraz. I życie co, ucieka. Ucieka, bo ono jest tu, a ja jestem tam.

Czy rozumiesz, co chcę powiedzieć?

I przychodzi moment, że dotykasz nicości w sobie. We mnie nie ma nic. Nie ma uczuć. Jakaś martwica na poziomie duszy. I jakieś ogromne wołanie o zmianę. Ciężko wtedy. Kiedy coś chcesz, a widzisz, że nie możesz. Że jest niemoc, wewnętrzna pustka. I wiesz jedno, że w tym momencie nie masz ochoty zapełniać tego śmieciami.  Mógłbyś pójść i się oddać słodkim śmieciom. Ale nawet tego ci się nie chce. Pójść w cokolwiek, byle tylko załagodzić, na chwilę uśmierzyć. Wiesz, że to nie będzie odpowiedzią na to, czego serce pragnie. Grzech nigdy nie potrafił odpowiedzieć na wołania serca, tylko na chwilę je usypia. Wiesz, że zmysłami nie ukoisz duszy.

I czekasz i pustka.

Przekonuję się coraz bardziej do tego, że kiedy pragniesz, by Bóg ukoił serce, On przychodzi spóźniony. I nie wiesz dlaczego, dlaczego nie można tak od razu. Dlaczego nie jest na każde zawołanie?
Dlaczego pozostawia na jeszcze dłużej w tej pustce.
Czyżby to było oczyszczenie. Robienie więcej miejsca w sercu dla Niego?
Czyżby to był sprawdzian, po co właśnie Jego potrzebuję? Żeby tylko załatwił mi jakąś sprawę? Czy potrzebuję Go dla Niego Samego.

Wiem też i tak tego doświadczam, że On przychodzi. W końcu przychodzi, i to, co daje to więcej, niż oczekiwałem, niż spodziewałem się.

Jednak zawsze, o te skarby będzie walka, i nie raz człowiek głupio da się ograbić z duchowej oazy, a kusiciel zostawi go na w półumarłego na duchowej pustyni.

Podsumowując

Duchowa pustynia jest konsekwencją grzechu i grzeszności. Na drodze zjednoczenia z Bogiem, dusza oczyszczana jest z każdego bodaj źdźbła grzeszności, by, że tak powiem, całkowicie „zlać” się z naturą Boga (zjednoczenie). I to oczyszczenie, jest bardzo bolesne, ale potem, przynosi niebiańskie rozkosze. Tylko, nie jest łatwo wytrwać, gdy tygiel jest rozpalony.

3 uwagi do wpisu “Duchowa pustynia

  1. Ja już powoli tracę wiarę w to, że kiedyś skończy się ta pustynia i nie wiem czy jest sens w tym wszystkim. Czuję się jak zeschłe kości.
    Chciałabym umieć przyjąć to, że cierpienie ma mnie tak chłostać i że widocznie tak ma być.

    Polubienie

  2. Nawet największa pustynia na świecie ma swoje granice. Najtrudniej jest wytrwać, ale, jeżeli wytrwasz, zobaczysz, jak woda będzie smakować. Kiedy coś się dzieje, wtedy tego nie rozumiemy. I w sumie cierpienia do końca nie zrozumiemy. Po co cierpienie? Czy nie można inaczej? Czy aż tak? Powiem z własnego doświadczenia, także myślałem, że pustynia nigdy się nie skończy, bo trwa i trwa. Jednak, przychodzi w końcu taki czas, kiedy widzisz, że ona jednak się kończy i znowu powracasz do życia, którym cieszysz się teraz o wiele głębiej i przeżywasz je z większą prostotą.

    Polubienie

    1. Tylko już nie wiem ile dam rade dalej tak pociągnąć. Już praktycznie nie ma we mnie nadziei, a jeszcze świadomość , że możliwe iż po części ten stan jest przeze mnie…Ale to nie miejsce na takie rozmowy. Dziękuję za ten tekst wracam do niego by może choć trochę zrozumieć, albo jeszcze bardziej się nie pogubić.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s