Nie-życie

Św. Ireneusz z Lyonu napisał w jednym ze swoich dzieł, że „chwałą Boga jest żyjący człowiek” (AH IV,20,7). Dostrzegam bardzo wyraźnie, że Adwent jest dobrą sposobnością do odkrywania tej prawdy – aby oddawać chwałę Bogu mam żyć, nie wegetować.

Linijkę dalej Ireneusz tłumaczy co to znaczy być „człowiekiem żyjącym” – „życiem człowieka jest oglądanie Boga”. Żyję tylko wtedy, gdy jestem blisko Niego i widzę jak On objawia się w moim życiu. I nie chodzi tylko o jakieś emocjonalne doświadczenie, przypudrowanie kilku niedoskonałości czy pobożne uczestniczenie w licznych nabożeństwach, ale o to, że widzę jak moje życie jest do głębi przeniknięte i przemienione Jego Obecnością i Jego działaniem. Liturgia Słowa Adwentu stawia mi nieustannie pytanie – czy w każdej sferze mojego życia widzę Boga? Czy w każdej sferze mojego życia doświadczam wypełnienia się obietnicy Chrystusa, który mówi, że „przyszedł po to aby owce miały życie i to życie w pełni” (J 10, 10)?

Widzę przy tej okazji jak wiele jest we mnie z mentalności Izraelitów, którzy woleli siedzieć w niewoli, ale mieć pod dostatkiem „ryb, ogórków, melonów, pora, cebuli i czosnku” (Lb 11, 5) niż dać się poprowadzić Bogu do „ziemi żyznej i przestronnej, do ziemi, która opływa w mleko i miód” (Wj 3, 8). Adaptuję się do sytuacji i coraz mniej wierzę w jakąś zmianę, powtarzając sobie, jak Izraelici w Babilonii, że „dni płyną, a żadne widzenie się nie spełnia” (Ez 12, 22). Zadowalam się kompromisem między tym, czego pragnę, a różnymi trudnościami i obawami, bo on mi zapewnia „garnki mięsa i chleba do sytości” (Wj 16, 3b), a tak mało wierzę Bogu, który chce dla mnie przygotować „ucztę z najpożywniejszego mięsa i z najwyborniejszych win” (Iz 25, 6).

Jak wiele jest miejsc w moim życiu, w których godzę się z tym, że wegetuję, a nie żyję? Ile jest w moim życiu sfer, w których mam poczucie, że „wiele sieję, ale zbieram lichy plon; przyjmuję pokarm, lecz nie mam go do sytości; piję, lecz nie gaszę pragnienia; okrywam się, lecz się nie rozgrzewam; pracuję, aby zarobić, odkładając do dziurawego mieszka” (Ag 1, 6). Ile jest w moim życiu drzew, które nie przynoszą owocu; strumieni, którymi nie płynie żywa woda czy też ziaren, które nie wydają plonu? To mogą być studia, w których nie widzę żadnego sensu; praca, z której chcę wyjść pięć minut po tym jak usiądę do biurka; relacje, które są puste i martwe… Ale są. Jakiekolwiek, ale są. Mogę myśleć, że lepiej jest mieć jakiekolwiek studia, pracę, czy relacje niż nie mieć ich wcale, ale widzę, że takie myślenie często prowadzi mnie do braku wiary w to, że w moim życiu objawi się ta „pełnia”, którą zapowiada Jezus. Im dłużej trwam w takim impasie, tym trudniej mi jest zrobić krok w kierunku zmiany. Bo wszystko to, w czym żyję, choć niedające nasycenia, wydaje się w miarę znajome i bezpieczne. Więc po co się ruszać…

Mocno wierzę i doświadczam tego, co roku, że Adwent jest czasem, w którym Bóg szczególnie chce się upomnieć właśnie o te miejsca mojego życia, w których pogodziłem się z jakąś formą porażki czy niespełnienia. I nie chodzi o brak samorealizacji rozumianej w kategoriach psychologicznych, ale o poczucie, że jakaś część mojego życia nie tętni życiem Boga. I widzę, że droga do tej pełni życia nie zawsze jest prosta, że czasem to jest wiele lat pustyni i jedzenia manny zamiast całkiem przyzwoitego mięsa. Ale jest to droga, na której uczę się, że ta manna, spożywana w jedności z Bogiem syci bardziej niż wszystko to, co jadłem wcześniej. Bo choć Jezus sam o sobie mówił, że „nie ma gdzie głowy skłonić” (Mt 8, 20) i przez cały okres swojej publicznej działalności musiał zdawać się na ludzką gościnność, to Jego życie jest dla nas wzorem pełni. Dlaczego? – bo „Jego pokarmem było pełnić wolę Ojca i wykonywać Jego dzieło” (J 4, 34). Pierwszym czego potrzebuję, gdy doświadczam tego, że w jakimś miejscu nie jestem „człowiekiem żyjącym”, to zadać sobie pytanie, na ile ta przestrzeń mojego życia jest włączona w pełnienie woli Ojca i w wykonywanie Jego dzieła, czyli uświęcenia mojego i świata? A jeśli nie jest, to potrzebuję ją odciąć, bo nie dość, że nie przynosi owocu, to jeszcze zabiera soki innym gałęziom i one nie mogą się w pełni rozwijać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s