Uwielbiaj. Zaufaj. Przebaczaj.

Kilka słów o wspólnocie

Ostatnio podczas rozważania zatrzymało mnie zdanie z oremusowej modlitwy wiernych. Prośba „o odnowienie autentycznego ducha modlitwy – dla naszej wspólnoty.”

Nasza wspólnota. Każdy żyje we wspólnocie. Czym jest ‘moja wspólnota’? Pierwsza wspólnota – Kościół. Wspólnota codzienności – małżeństwo, miejsce pracy. Wspólnota formacji – poznańska wspólnota św. Jacka.  We wszystkich tych przestrzeniach potrzebne mi jest autentyczny duch modlitwy. Czyli autentyczne spotkanie z Bogiem. Autentyczne = rzeczywiste, prawdziwe, szczere ( za słownikiem PWN). Chcemy być prawdziwi – szczególnie wśród ludzi, którzy są dla nas ważni – budując rodzinę, spotykając się z przyjaciółmi, tworząc wspólnotę. Dążymy do tego by być sobą, zachowywać się naturalnie i szczerze. Jednak często trudno oprzeć się wrażeniu, że pragnąc jednego – działam zupełnie w odwrotnym kierunku. Pragnąc pokazać siebie prawdziwą – naginam obraz który noszę w sobie, by wprawić go w ramy jakie narzuca mi troska o to, by dobrze wypaść. Rozpoznaję ten schemat niezależnie od relacji. Jak więc pozostać autentycznym, skoro nawet dla apostołów było to zagwozdką? Św. Piotr w pawłowej relacji (Ga 2, 11-14) jada z ‘pochodzącymi z  pogaństwa’, do czasu, aż nie przyjdą ci ‘pochodzenia żydowskiego’. Piotr chce zachować swoją twarz, nawet za cenę wyparcia się znajomości drugiego człowieka. Ta historia wydaje się znajoma…

Jak więc prawdziwie spotkać się z Bogiem i drugim człowiekiem?

Z odpowiedzią przychodzi Jezus w Ewangelii św. Łukasza. Na pytanie apostołów o prawdziwą modlitwę przytacza słowa Modlitwy Pańskiej. Przeczytałam je jako wskazówki życia we wspólnocie.

Uwielbiaj. Gdy jesteś we wspólnocie, szukaj w niej Bożego Królestwa! Odkrywaj Jego tajemnice w uwielbieniu, zaufaniu i przebaczeniu. Niech czas obecności wśród braci będzie wysławianiem Bożego Imienia. Uwielbieniem w modlitwie, ale też w rozmowie, dzieleniu, wspólnym śpiewie, uśmiechu czy bezinteresownie zaparzonej herbacie. Wszystko na chwałę Bożą czyńcie (1 Kor 10, 31). W uwielbieniu uznaję, że jestem stworzeniem. Istnieję dzięki Niemu. Oddaję Bogu każdą chwilę, bo każdą od niego otrzymałam, niezależnie od tego jak ją wykorzystam. Czas zawsze będzie należał do Niego.

Zaufaj. We wspólnocie nie wszystko da się ustalić, dopiąć na ostatni guzik – w tej rodzinnej i w tej formacyjnej. Tam gdzie spotyka się dwoje ludzi konieczna jest przestrzeń wolności. Przyzwolenie na elastyczność. Zgoda na to, że nie zawsze będzie tak jak to przewidziałam, nie zawsze będzie tak, jak tego chcę. To miejsce na działanie Ducha. To miejsce na zaufanie, że Bóg daje nam codziennego chleba. Że On prowadzi. Nie muszę kurczowo trzymać się tego co skrzętnie wypracowałam, nazbierałam własnymi siłami. Zostawiam przestrzeń, by zostać obdarowaną, by dać się zadziwić. Chcę przyjąć tego chleba cierpliwości, życzliwości i szczerości tyle ile potrzebuję na dany dzień. Nie chcę go przechowywać i hodować w sercu obrazu „lepszej” wersji siebie, swojego męża i swojej wspólnoty. Przyjmuję łaski na dziś, bo jutro Bóg znów chce mnie obdarować.

Przebacz. Tu chyba jest najtrudniej. Zabiegać o szczerość. Jak rozmawiać o trudach relacji z miłością? Bez ukrytego wywyższania się. Bez wychodzenia na swoje – za wszelką cenę.  A jednak szczerze – czyli o tym co jest w sercu – nawet jeśli boli. Bez przebaczenia, trudno budować wspólnotę. W każdej prędzej, czy później przychodzi czas oczyszczania, nazywania tego jak czuję się w konkretnych relacjach. Czy to co widzę, to życie, a może jednak doświadczam umierania? Sama z siebie nie jestem zdolna do przebaczenia, serce za bardzo skoncentrowane jest na sobie. Mogę próbować przebaczać, stawać się na obraz Boga, który mi przebacza. Bycie chrześcijaninem to nie moralna nieskazitelność. To ciągłe czerpanie Bożego miłosierdzia. Przyjmowanie przebaczenia i mozolne wprowadzanie go w czyn wobec braci.

Badaj swoje serce. Wspólnota pomaga spojrzeć głębiej. Konfrontuje mnie. Wspiera w rozeznawaniu. Czasem mobilizuje do rozwoju.  We wspólnocie łatwiej dostrzec pokusy.  W małżeństwie, obecność drugiej osoby, przyjętej w obecności Boga, często weryfikuje lenistwo, bylejakość, odpuszczanie. To jednak tylko jedna strona. Bóg daje mi też wspólnotę, bym przypatrywała się sercu, w świetle Jego Słowa, które zdolne jest osądzać pragnienia i myśli. Na wspólnej modlitwie mam czas by uczyć się Jego obecności. Mogę przedstawiać pragnienia i słuchać, co o nich mówi Duch w moim wnętrzu. Rozeznaję, które myśli  dają pokój, a które oddzielają mnie od Boga i drugiego człowieka. Wspólnota to przestrzeń  realnego działania Boga. Jest we wspólnocie tak jak obiecał: Gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Moje imię, tam jestem pośród nich” /Mt 18, 20/

 Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: «Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów». A On rzekł do nich: «Kiedy się modlicie, mówcie:
Ojcze, niech się święci Twoje imię;
niech przyjdzie Twoje królestwo!
Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień
przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini;
i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie». /Łk 11, 1-4/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s