O tworzeniu siebie

Blog. Tak teraz zwie się forma pamiętnika. Pominę moje motywacje dotyczące pisania. Ich przejawy powinny zasilać następne zdania, myśli. Coś ciągnie do wyrażenia siebie. Spotkanie. Inaczej będzie wielozbiór doświadczeń, mniej lub bardziej powtarzalnych.


Zacząłem pisać pracę naukową. Dość topornie idzie. Dużym hamulcem stał się lęk. Najpierw przed recenzją, że głupie i wszystko nie tak. To powierzchnia. Głębiej – przed powtarzalnością i banalnością (miłe słowo, widzę je zawsze na żółto, z kiścią bananów, rarytasem dzieciństwa). Co się stało, że bycie oryginalnym stało się ideałem? Dużo tu sprzeczności, przy małych obserwacjach ubioru, spożywanych potraw, czy słuchaniu (konsumowaniu?) muzyki. Nie powiem, że takie czasy. Z moimi sympatiami do poznawania czasów przeszłych powoli skłaniam się do prostej tezy. Człowiek zawsze był taki sam. Zmienia się tylko otoczka kultury, którą on sam tworzy i w niej się wyraża. Wracając do myśli oryginalnej, czyli u podstaw, pierwotnej. Po prostu – nie muszę tworzyć siebie w potwierdzeniu innych. Nie oni dają mi prawo istnienia. Prosty fakt istnienia wystarcza. Jestem.


Chciałbym wrócić do takiej prostoty. Do oryginalności. Back to the primitive, z werwą krzyczał Max Cavalera. Niekoniecznie o rekonstrukcję mi chodzi. Rozumiem jednak te wszystkie odwołania do kultur pierwotnych, żyjących w pewnej prostocie. Przynajmniej w porównaniu do nas. Mierzwią mnie jednak sentymenty typu „kiedyś to były czasy”. Że niby teraz są „nieczasy?” Mamy ogromny bagaż przeszłości, bo środki przekazu i rejestru wydarzeń są większe. Filozoficzne siedzenie na ramionach olbrzymów jest aktualne. Mamy zasób i dostęp do wiedzy właściwie nieporównywalny poprzednim pokoleniom. Niemożliwe jest ogarnięcie wszystkiego i wszystkich. Postawa polihistora już dawna wymarła, zdaje się wraz z Leibnizem (nie ten od ciasteczek). Jednak przekonywanie do niej zostało. Czemu? Idzie na tym dobrze zarobić. Konsumpcja wzrasta wraz z zainteresowaniami na różnych polach. Gdy ich brakuje, to się je wzbudza. Proste mechanizmy, nieprosto dostrzegalne. Może mam jakiś apel wynikający z tych obserwacji? Nie. Ich już sporo, od ochrony przyrody po oszczędzanie wody i bycie uprzejmym. Bardziej pytanie – czy można zrobić jakiś reset?


Obrazowo – nazbierało się w pokoju wiele różnych przedmiotów, mebli. Nie tylko, że ciasno, to jeszcze wiele niepotrzebnych sprzętów. Co robimy? Wyrzucamy niepotrzebne, inaczej układamy, aby było pięknie. Prostacka przenośnia, ale lepsza mi nie przyszła. Nie mam zapędów strejtedżowskich, czy wyjazdu na jakiś Tybet. Moje życie jest tu teraz, nie kiedyś. Tuteraz, z myślą o wczorajutro (hehe, takie słowne zabawy). Kultura mnie miażdży, nie wiem czy tylko mnie? Oryginalność ostatecznie sprowadzę do – pragnę spotkania. Na tym bazuje ostatecznie konsumpcja, która jest relacyjnością ukierunkowaną na rzecz, zamiast na człowieka. Jeśli na drugiego, to i tak ze względu na wymierną korzyść.


Film – obraz. Into the wild, czy jakoś tak. Jakoś nieszczególnie mnie zachwycił, zwłaszcza ze swoją chęcią kryptoumoralnienia widza. Konkluzja jednak jest prosta. Wszystkie wrażenia, doświadczenia, są bezsensu, gdy nie mam z kim ich dzielić. Bohater umiera, przekazując nam taką tajemną wiedzę. Myślę, że tutaj jest dobra intuicja – warto iść w stronę prawdziwych spotkań. Patetycznie brzmi. Schodząc z rozważań, to wspólna kawa/piwo (naraz?) z rozmową co u Ciebie? Przez duże C w spotkaniu, zamiast powierzchownej wymiany informacji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s