„Milenka, dlaczego jesteś smutna?”

…czyli jak powiedzieć, że mam depresję.

Dziewczyna, która całe życie śmiała się najgłośniej, która rozbawiała towarzystwo, była tą najodważniejszą, miała czas na zabawę, naukę, pracę i życie, dziewczyna która setki razy słyszała od znajomych „Ale Ty masz fajne życie. Robisz takie fajne rzeczy.”, nagle przestała się uśmiechać.

Tą dziewczyną jestem ja. Miałam skończone 26 lat i nagle przestałam dawać radę dźwigać moje życie. Nagle stałam się smutna. Nagle zabrakło mi sił. Piłam dużo alkoholu. Posądzano mnie o kradzieże (ja po prostu gubiłam rzeczy). Posądzano mnie o ćpanie (bywałam nieobecna). Nikt nie starał się doszukać problemu. Były tylko złość i oskarżenia.

Zaczęłam szukać sama. Zaliczyłam spotkania AA, DDA, godziny rozmów z duchownymi… to wszystko doprowadziło mnie do psychologa. Później psychiatra. Diagnoza? DEPRESJA. Leczenie, terapia, tabletki…

Przed i po diagnozie wielokrotnie słyszałam pytanie: „Milenka dlaczego jesteś smutna?”. Wtedy serce mi krwawiło. Co ja miałam odpowiedzieć? Że nie wiem? Że nie mam sił żyć, że nie chcę żyć? Że modlę się, żeby się nie obudzić? Że boli mnie całe ciało? Że czuję się najbardziej samotną osobą na świecie? Że wszystko we mnie wyje, krzyczy i płacze? Że mam depresję? Że czuję się nienormalna? Że i tak nie zrozumiesz?

Nie mówiłam nic. Milczałam bardzo długo.

Pierwszy raz powiedziałam o tym, że prawdopodobnie mam depresję i będę musiała przyjmować leki moim rodzicom. W wigilię. Przed wyjściem na kolację siedziałam… smutna. Znów to usłyszałam „Milenka, dlaczego jesteś smutna?”. Wtedy coś pękło. Zaczęłam ryczeć, zanosić się, wydukałam, że mam depresję, że muszę się leczyć, że czuję się źle i chce umrzeć.
Rodzice sparaliżowani. Mama odpowiedziała tylko „też kiedyś nażarłam się antydepresantów, wylądowałam w szpitalu i tylko wstydu rodzicom naprzynosiłam”. Do końca świąt się do mnie nie odzywali. Wiedziałam, że nie pogadam z nimi o tym. Wiedziałam, że zostaję z tym sama.

Do tej pory nie poruszyłam z nimi tego tematu.

Później postanowiłam powiedzieć to osobom, które uważałam za przyjaciół. Chciałam to zrobić, ponieważ uważałam, że powinnam być wobec nich szczera. To były dla mnie dni przygotowań, setki wyobrażeń reakcji, wymyślanie scenariuszy rozmów. Zaczęłam to robić i fala miłości, którą od nich dostałam mnie paraliżowała.

Myślałam, że Ci moi najbliżsi będą traktować mnie jak dziwadło. Wyszło, że sami zmagają się z problemami – również psychicznymi. Wyszło, że temat nie jest im obcy, zapewniali o swoim wsparciu i miłości. Usłyszałam, że jestem dzielna, silna, twarda, ze ładnie walczę, że jestem wyjątkowa, bo uczę się świadomości siebie.

Im częściej się przyznawałam do depresji, tym bardziej otwierały mi się oczy, że nie jestem odosobnionym przypadkiem, że sama znam osoby które są chore, że to powszechny problem.

To nie sprawiło oczywiście, że depresja zniknęła, ale teraz jak mam zjazdy, to wiem że mogę powiedzieć „nie idę, bo mam zjazd”. Nie muszę szukać wymówek. Mogę po prostu powiedzieć jak się czuję. Mogę też sama z siebie napisać „Jacek, mam zjazd”, „Szymon, źle się czuję”, „Marta nie chce mi się żyć”. I oni mnie nie skrytykują. Nie będą mówić, żebym się po prostu uśmiechnęła i zaczęła coś robić. Dadzą mi czas, żebym pobyła sobie z moim zjazdem i nabrała sił na dalsze walki. I dzięki temu ja sama dam sobie czas na zebranie sił. Już się nie potępiam i nie gnoję za to, ze znów nie mam sił czegoś robić.

Jak powiedzieć o tym, że mam depresję? Ja robię to tak: „[imię przyjaciela], mam depresję. Jestem w terapii, biorę leki. Już drugi raz zwiększył mi dawkę. Czasami czuję się źle, ale najgorsze już minęło.” Po prostu.
I wtedy zazwyczaj słyszę „Ok, pamiętaj, że jestem i zawsze możesz się odezwać”.

TYLKO albo AŻ tyle potrzebuje osoba chora na depresję. Świadomości obecności.

Skończyłam 28 lat. Rzuciłam terapię miesiąc temu. Jestem na lekach. Po rzuceniu terapii miałam potworny zjazd. Myślałam, że źle to się skończy. Miałam pomysły, żeby zjeść całe opakowanie tabletek nasennych.

Przetrwałam.

Wtedy bałam się, że bez terapii to ja jednak nie dam rady i sobie nie poradzę. Teraz widzę, że każdy dzień i wyzwania każdego dnia są dla mnie terapią. Widzę, że dorosłam, dojrzałam i świadomość jest moją najlepszą terapią.

Teraz mam się nieźle. Chociaż bywa że czuję się fatalnie, mam depresję i bywa, że chce mi się płakać.

Mam depresję i nie jest to dla mnie wstyd. Mówię o tym. Bo walczę o siebie i się leczę.

Depresją dzielę się na blogu i FB:
BLOG | FACEBOOK

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s