Perfekcyjnie planuję każdy dzień. Wykonuję zadania, realizuję cele, odnoszę sukcesy. Świat się kręci, a ja razem z nim. Pędzę jak wprawiony w ruch pociąg, nad którym nikt już nie ma kontroli. Oszałamiająca prędkość, zawrót głowy, adrenalina, flesz. Skazana na sukces! Zachwycająca! Utalentowana!
Tylko wewnątrz jakoś strasznie, pusto i ciemno…

OWOCE
Uwielbiam owoce. W zasadzie trudno mi sprecyzować, czy zachwyca mnie ich doskonały wygląd, aromat, szeroka paleta barw czy wreszcie smak, soczystość i bogactwo witamin. Nie wiem, być może wszystko to razem. Być może…

OGRÓD
Wspaniale czuję się w świecie przyrody. Wśród majestatycznych gór, budzących szczery zachwyt i wymagających posłuszeństwa i pokory, bezkresnych mórz, krain jezior, pradawnych puszczy, lasów, pól, łąk i ogrodów. To moje naturalne środowisko życia. Bóg to wiedział. Pewnie dlatego stworzył mnie w raju.

RAJ
Czasem szaleję z radości. Wszystko mnie wtedy cieszy. Nieustanne przebywanie w obecności Boga, przyjaźń z ludźmi, głęboki namysł nad cudem życia. Harmonia, pokój, wewnętrzne nasycenie. Trwanie w Nim i z Nim… mój Eden…

PĘKNIĘCIE
Nagle zrywam się, przynaglana niecierpiącym sprzeciwu przymusem podjęcia wysiłku i działania. Słyszę jakieś fragmentaryczne pytania, które niemal natychmiast zbywam, ubarwionymi odpowiedziami. Nie mam teraz na to czasu. Muszę biec. Bo oto chyba jestem bliska zdobycia czegoś, co napełni mnie bardziej. Da więcej niż mam. Spełni oczekiwania i marzenia. Wyostrzonym wzrokiem rozglądam się dookoła. Włączam pozostałe zmysły, czujne i podekscytowane perspektywą doświadczenia nowych wrażeń. Biegnę coraz szybciej, próbując przegonić rytm własnego serca. Gałęzie rysują mi twarz i ręce. Stopy ranią się o wystające korzenie i ostre kamienie. Ktoś podpowiada mi, że jeszcze chwila i poznam tajemnicę. Muszę tylko podjąć decyzję. Robię błyskawiczny przelicznik potencjalnych zysków i ewentualnych strat. Myśl, zdecydowanie, jakiś przygłuszony, oddalony syk i… jest! Mam!
Ugryzłam owoc…

CIEMNOŚĆ
Siedzę otoczona złowrogą ciemnością. W ustach czuję cierpki, smak zgniłego owocu. Trucizna powoli wsącza się we wszystkie zakamarki mojego jestestwa. Słyszę złośliwy chichot triumfu i szydercze: Dałaś się nabrać. Zaschło mi w gardle od przeżuwania słów, podejmujących, skazaną na porażkę, próbę usprawiedliwienia. Sumienie drży, szamotane wyrzutami… W duszy szaleje dance makabr w którym wirują: żal, złość, wściekłość, bezradność, krzyk.

Znów dałam się oszukać! Stop!

Porysowana wstydem twarz przyjmuje wyraz wyreżyserowanej obojętności. Przecież tak w zasadzie, nic się nie stało. To nie moja wina. Wąż mnie zwiódł. Inni robią gorsze rzeczy. Jestem tylko człowiekiem. Nic się nie stało. Nic…

PUSTKA
Wszystko wyjaśnione. Wewnętrzny dialog zakończył się moim zwycięstwem. Zakładam najlepszą sukienkę, wysokie buty, robię dobry makijaż i świetną fryzurę. Jest w porządku.
Tylko dlaczego dławi mnie jakaś dziwna gorycz zmieszana ze łzami?
Wracam do codzienności. Perfekcyjnie planuję każdy dzień. Wykonuję zadania, realizuję cele, odnoszę sukcesy. Świat się kręci, a ja razem z nim. Pędzę jak wprawiony w ruch pociąg, nad którym nikt już nie ma kontroli. Oszałamiająca prędkość, zawrót głowy, adrenalina, flesz. Skazana na sukces! Zachwycająca! Utalentowana!
Tylko wewnątrz jakoś strasznie, pusto i ciemno…

MASKARADA
Mobilizacja, wyparcie, zapomnienie, napięcie, walka, porażka, ciemność, bezdech, śmierć…
Budzę się w środku nocy. Jestem wykończona. Beznadzieja. Wszystko runęło jak kryształowa tafla szkła. Pokonana zdejmuję maskę i wyrzucam karnawałowy strój, pobrudzony na szaleńczej maskaradzie świata. Wewnętrzne ja płacze, a po poranionej twarzy bezgłośnie płyną łzy…

OWOC
W ciszy, nasączonej słonymi łzami, po raz pierwszy od dawna, słyszę swój słaby szept: Jak cofnąć czas? Jak wrócić?

Dlaczego ugryzłam ten owoc?

Powoli budzi się dzień. Cisza. Przez okno wpada pierwszy promień wiosennego słońca. Gdzieś głęboko w sercu, odzywa się znany, delikatny, zsynchronizowany z sercem głos: „I błogosławiony Owoc żywota Twojego Jezus”. Chwytam się tego, jak ostatniego płomyka nadziei. Mocno ściskam oliwkowe koraliki, nanizane na prosty sznurek. Powrót- to jedyna moja szansa. „Błogosławiony Owoc żywota Twojego Jezus”. Już wiem, co mam zrobić. Odrzucam grzech i błagam o wybaczenie. W pogryzionym Ciele Chrystusa chowam bolesne rany przeszłości i czerpię z Niego życiodajne siły. On powoli i skutecznie przenika każdą tkankę mojej duszy i słabej woli. Dotyka, leczy, umacnia, podnosi.

Zaczynam żyć.

OGRODNIK
Przechadzam się po raju, otulona ciepłymi promieniami. Ogrodnik pokazuje mi najpiękniejsze drzewa i najlepsze owoce, dojrzewające w Prawdziwym Słońcu. Karmi mnie nimi obficie i zapewnia, że jestem gotowa, aby podawać je innym. Jeśli chcesz mogę Cię poczęstować. Zostaliśmy stworzeni do życia w Chrystusie. Muszę Cię poczęstować. Nie mogę Jego owoców zachowywać dla siebie. Zostaliśmy powołani do życia w duchu. A „Owocem ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (Ga 5, 22-23).

Skosztuj Błogosławionego Owocu, a ożyjesz! Ty też zostałeś stworzony w raju.

Jedna uwaga do wpisu “Ja, Ewa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s